Wróciliśmy... Jestem padnięta. To były bardzo intensywne cztery dni. Pierwsze trzy spędziliśmy w Bristolu, a wczoraj pojechaliśmy na kilka godzin do Bath. Fizycznie czuję się jakby ktoś lub coś po mnie przejechało, ale za to psychicznie jestem wypoczęta, a już od dawna tak się nie czułam. Będą zdjęcia z wyprawy, będzie relacja, tylko muszę sobie to wszystko rozplanować w głowie, bo jest tego dużo i mnóstwo zdjęć (ok. 1000). Jednego czego mi/nam zabrakło to słońca. Przez wszystkie te dni niebo było pokryte warstwą chmur, jednego dnia bardziej drugiego mniej. Niestety na zdjęciach to widać, pogoda tym razem nie czytała w moich myślach i powiedziała, że nie będzie tak jak chcę. Dobrze, że nie padało i mogliśmy chodzić ile nam się podoba.
piątek, 26 października 2012
niedziela, 21 października 2012
Jutro
Jutro wyruszamy w podróż planowaną od dawna... Podróż rocznicową... Bo to przecież już dwa lata mijają jak to 23 października przyrzekałam miłość i wierność pewnemu mężczyźnie. Mężczyźnie, który był i jest moim przyjacielem, moją podporą w ciężkich chwilach. To on wyciera łzy i jednocześnie rozśmiesza, kiedy tego potrzebuję. Czas bardzo szybko mija, nawet nie wiem kiedy to minęło, a co dopiero następne lata... Każda z Was to wie i myślicie zapewne "zobaczysz jak Ci minie szybko kolejne dziesięć" :)
Oby pogoda się utrzymała :)
Relacja po powrocie oczywiście :)
Trzymajcie się cieplutko :)
sobota, 6 października 2012
Kulinarnie
W sobotę tydzień temu, tak jak zamierzałam, zrobiłam risotto z łososiem i groszkiem. Przepis znalazłam tutaj. Monia, przepis doskonały :) Zachwyty mojego męża tylko zachęcają do dalszej pracy nad tym daniem, jak on to powiedział i ja się do tego przyłączam PYSZNE :)
W poniedziałek i wtorek były placki ziemniaczane. Gdzieś kiedyś w jakieś gazecie widziałam placki z cukinii, ale nie miałam wszystkich składników, więc obrałam dwa ziemniaki i je starłam i do tego dodałam dwie nieduże cukinie starte na grubych oczkach (ze skórą), do tego jajko, mąka i troszkę więcej soli i pieprzu, ale nie za dużo :) Można dodać również zioła prowansalskie. Są smaczne i jaśniejsze niż zwykłe. Polecam również dodanie startej marchewki (zamiast cukinii), ale tutaj ilość zależy od uznania czy ktoś tą marchewkę lubi czy nie :) Obie wersje polecam :)
SAŁATKA RYŻOWA - WYMYŚLUNEK MOJEJ MAMY
2 torebki ugotowanego i chłodnego ryżu
1 puszka kukurydzy
słoiczek pieczarek marynowanych
słoiczek ogórków konserwowych
słoik papryki konserwowej lub świeżej
puszka ananasa
wędzona noga z kurczaka
2 lub 3jajka na twardo
majonez
Przepis ten jest w mojej rodzinie od dawna, powstał z chęci na szybką sałatkę i z tego co akurat było. Jest ona szybka i smaczna. Często ryż jest zamieniany na makaron w kształcie ryżu, którego niestety tutaj nie mogę znaleźć.
Wracając do sałatki, ryż gotujemy tak aby był sypki, a następnie studzimy. Kukurydzę odcedzamy z wody, pieczarki kroimy na ćwiartki (ja znalazłam je w Tesco na półce z polską żywnością), ogórki kroimy w kostkę, to samo robimy z papryką i jajkiem. Jeśli mamy ananasa w kawałkach, to można je jeszcze przekroić na pół, bo dla niektórych mogą być one za duże. Jajka obieramy i kroimy. Mięso z kurczaka kroimy na kawałki. Gdy ryż jest już chłodny, wszystko ze sobą mieszamy dodając majonez.
Życzę smacznego :)
Ps. Post wklejam z kilkudniowym opóźnieniem, za co przepraszam. Nawet nie wiem kiedy i gdzie te dni tak uciekają, przelewają się przez palce jak woda.
Pozdrawiam Was serdecznie i ciepło :)
Ps. Post wklejam z kilkudniowym opóźnieniem, za co przepraszam. Nawet nie wiem kiedy i gdzie te dni tak uciekają, przelewają się przez palce jak woda.
Pozdrawiam Was serdecznie i ciepło :)
sobota, 22 września 2012
Jeżynowo
Dziś mieliśmy piękny dzień. Od rana chodziłam z wielkim uśmiechem, i jak mała dziewczynka kochałam cały świat, a to za kotkę, która czasem odwiedza nasze podwórko (dziś jak wychodziliśmy to przybiegła na pieszczoty), a to za pieska, za piękne czyste niebo, za słońce, które razi w oczy. Uwielbiam takie dni, kiedy to miłość do wszystkich i do wszystkiego aż się ze mnie wylewa, wtedy to nie widzę, że coś jest złe, że czegoś nie lubię, zapominam o tym, nie ma ludzi, którzy psują mój dzień. Wtedy chcę się tylko dzielić swoją radością z innymi, nawet jeśli to ma być tylko malutkie stworzonko.
Do tego jeszcze dołączyła dziś wyprawa na jeżyny, którą planowaliśmy już od dawna, czekaliśmy aż owoce dojrzeją. Po części się udało. Nie nazbieraliśmy zbyt wiele, dużo owoców było jeszcze niedojrzałych, a z tego co udało nam się znaleźć wyszły tylko dwa nieduże słoiczki. Ale wiem za to, że zimą na pewno się przydadzą. A kiedy otworzymy jeden z tych słoików miło będzie powspominać ile to się naszukaliśmy i jak się pokuliliśmy zbierając je.
Mam nadzieję, że Wy również spędziliście przyjemnie ten dzień :)
poniedziałek, 10 września 2012
Avebury w hrabstwie Wiltshire
W poprzednim tygodniu u nas w Devonie była piękna pogoda, więc zaczęliśmy zastanawiać się gdzie by tutaj spędzić weekend jeśli nadal będzie tak ciepło. W piątek było już postanowione: Jedziemy na kamienne kręgi :) Avebury już od dawna było miejscem, które mój Dawid chciał zobaczyć i sprawdzić czy jest tak magiczne jak ludzie opowiadają.
Sobota rano.
D. wstał już przede mną, pół godziny przed budzikiem. W google po raz kolejny sprawdziliśmy trasę dojazdu, aby tym razem się nie zgubić (zgubiliśmy się, bo znaki znajdowały się w krzakach), do tego szybki prysznic, przygotowanie kanapek, termosów z kawą i herbatą, i tak o 6.46 wyruszyliśmy w podróż. Na miejscu byliśmy o godzinie 10 z minutami. Avebury powitało nas piękną pogodą, choć po drodze nie obyło się bez gęstych mgieł i mżawki.
Źródło:http://translate.google.com/translate?hl=pl&langpair=en|pl&u=http://www.cropcircleconnector.com/2012/2012.html
A oto jak on wyglądał z wysoka:
Źródło:http://translate.google.com/translate?hl=pl&langpair=en|pl&u=http://www.cropcircleconnector.com/2012/2012.html
Miło zobaczyć coś, o czym słyszy się lub widzi w internecie. Widok takiego wzoru na takiej powierzchni, gdzie wszystko wykonane jest z precyzją robi na mnie duże wrażenie, i nie ma znaczenia kto był wykonawcą.
Z samochodu udało nam się wypatrzeć wapiennego konia.
Wypatrzyliśmy również pozostałości po kręgach w zbożu.
Przed ścięciem wzór wyglądał tak:
Źródło:http://translate.google.com/translate?hl=pl&langpair=en|pl&u=http://www.cropcircleconnector.com/2012/2012.html
Silbury Hill
W drodze powrotnej udało nam się wypatrzeć kolejnego konika i kolejny zbożowy krąg. Tym razem rolnicy pozostawili go w całości.
A oto jak on wyglądał z wysoka:
Źródło:http://translate.google.com/translate?hl=pl&langpair=en|pl&u=http://www.cropcircleconnector.com/2012/2012.html
Miło zobaczyć coś, o czym słyszy się lub widzi w internecie. Widok takiego wzoru na takiej powierzchni, gdzie wszystko wykonane jest z precyzją robi na mnie duże wrażenie, i nie ma znaczenia kto był wykonawcą.
niedziela, 19 sierpnia 2012
Tamar Lakes
Wczorajszy dzień spędziliśmy nad górnym jeziorem Tamar (jest też dolne mniejsze). Można tam wypożyczyć kajaki, rowery wodne i łódki. My wzięliśmy rower na pół godziny. Pogoda była ładna, więc też przyjemnie się pływało.
sobota, 18 sierpnia 2012
Jego Koszalin, mój Szczecin i Festiwal Balonów w Bristolu
Dwa tygodnie urlopu tak szybko minęły jak nigdy, a jeszcze do tego jesteśmy już tydzień po nim. Masakra! Ledwo co zaczęłam odpoczywać od tego co tutaj jest to już trzeba było wracać. Nie nacieszyłam się domem, nie odpoczęłam tak jakbym chciała, nie nabyłam się wystarczająco z rodzicami ani z dziadkami, ale za to spotkałam w większości tych ludzi, których chciałam spotkać, tych których na co dzień mi brakuje.
Pierwszy tydzień minął na zaległej wizycie u fryzjerki (bo nie ma to jak Pani Iza, która wie jaki kolor pasuje do Ciebie, wie jak doradzić i nie robi tego nachalnie, za tą ją lubię) i badaniach kobiecych, bo niestety tutaj (przy najmniej u mnie w miasteczku) jeśli nie masz żadnych objawów nie wyślą Cię na usg, nawet jeśli mówisz, że masz mięśniaka i wskazane jest abyś co pół roku kontrolnie robiła usg, nic się nie dzieje to nie dadzą skierowania, można tylko usłyszeć, że wiele kobiet ma takie coś i tyle. A ja po wizycie u Pani Dr w Polsce byłam zadowolona, bo nic się złego nie dzieje i zaprosiła mnie na wizytę za pół roku, tak to ja lubię :)
Później pojechaliśmy do teściów do Koszalina, a po powrocie połaziliśmy po Szczecinie, a wieczorami chodziliśmy z Korą na spacerki, długie spacerki, po których psina smacznie spała, a chrapała jak niedźwiedź :)
W pewnym momencie zrobił się piątek i trzeba było wracać, znów się poryczałam. Moja mama też płakała i tacie się nawet łezka zakręciła w oku.
W Bristolu zostaliśmy na noc, aby następnego dnia udać się na Festiwal Balonów. Szkoda tylko, że po południowy lot balonów odwołali ze względu na wiatr, który uniemożliwiał start balonów, ale za to pogoda dopisała.
Podobno w Tivertonie, w długi weekend, czyli za tydzień, ma odbyć się podobny festiwal, teraz tylko trzeba namówić chmury aby nie wisiały nad Devonem i wyszło słonko zza chmur :)
Pozdrawiam gorąco i wklejam kilka fotek poniżej.
Buziaki
KOSZALIN
SZCZECIN
FESTIWAL BALONÓW W BRISTOLU
Subskrybuj:
Posty (Atom)

