czwartek, 1 listopada 2012

Bristol - wtorek

We wtorek wstaliśmy wcześniej, aby zwiedzić jak najwięcej. Śniadanko i w drogę. W pierwszej kolejności wybraliśmy się do M Shed. Jest to muzeum poświęcone miastu. Do zobaczenia są stare rowery, pamiątkowy autobus, mnóstwo zdjęć, modele samolotów, pojazd straży pożarnej z dawnych lat i wiele innych przedmiotów. Za wstęp płaci się 2 funty, jest wielka skrzynia gdzie wrzuca się pieniążki, a sama wycieczka nie trwa zbyt długo, ok. godziny.








Następnie wybraliśmy się spacerkiem na Millennium Square, gdzie dalej przeszliśmy pod Planetarium (jest ono niestety czynne tylko w poszczególnych godzinach w ciągu dnia), weszliśmy di @Bristol, ale doszliśmy tylko do kasy, był straszny ruch i mnóstwo wycieczek klasowych tego dnia, zrezygnowaliśmy. Ale za to dotarliśmy do Oceanarium, gdzie można zobaczyć wiele gatunków ryb, małych rekinów, Ośmiornicę Gigant, jest olbrzymia, małe płaszczki i wiele wiele innych małych i dużych stworków, w tym żółwie.



Millennium Square






Planetarium i @Bristol










Maszynka do wyrabiania pamiątkowych monet




Po przerwie na posiłek wybraliśmy się na spacer po mieście. Zajrzeliśmy na St. Nicholas Market, gdzie mój kochany małżonek kupił sobie pamiątkowy melonik.



Jedna z witryn sklepowych, przypuszczam, że to przebranie na Halloween ;)



Dalej przeszliśmy koło Katedry Bristolskiej i Biblioteki, i portem spokojnie wróciliśmy do hotelu na spragniony odpoczynek.









piątek, 26 października 2012

Bristol - poniedziałek

Nasz urlop planowaliśmy już od bardzo dawna. Długo się zastanawialiśmy gdzie chcemy spędzić te kilka dni. Ja upierałam się nad Walią, Dawid nie miał pomysłu. Na samym początku w naszych planach Bristol miał być miastem przez które mamy przejechać aby dostać się do Walii, może zostać na kilka godzin, aby coś zobaczyć. Ale co można zobaczyć przez kilka godzin, miasto przecież jest ogromne, a tam nie ma tylko jednego miejsca, które warto zwiedzić, tylko kilka/kilkanaście. Z każdym dniem była inna wersja, aż w końcu zdecydowaliśmy, że w Bristolu zostajemy na kilka dni i ostatni dzień spędzamy w Bath, a jeśli znajdziemy jakiś tani nocleg, to zostaniemy  tam na noc. Takie były nasze postanowienia.




W poniedziałek wyruszyliśmy z domu po godzinie 8, na miejscu byliśmy po 10. Ale w hotelu mieliśmy zameldować się dopiero po godzinie 3, więc samochód na parking, a my w drogę. Trzeba w końcu zapoznać się z okolicą, aby następnego dnia nie błądzić. 



Queen Square


Pierwszym naszym miejscem był Queen Square, które odnaleźliśmy przypadkiem. Dawid był głodny więc obok zauważyliśmy małą knajpkę, zamówiliśmy po angielskim śniadaniu, na które ja ponarzekałam jak zwykle: gdzie moje ziemniaczki, to za słone tamtego za mało itp. Najedzeni wyruszyliśmy w drogę. Kolejny punkt: informacja turystyczna, przecież turyści bez mapy to nie turyści :) Do tego kilka widokówek i pamiątkowy dzwoneczek do kolekcji mojej mamy.


 Pero's Bridge





Pomnik John'a Cabot'a. To on w  1947 roku wyruszył z portu w Bristolu na statku "Matthew" i dopłynął do brzegów Ameryki Północnej, odkrywając Nową Fundlandię i Labrador.



Następnym naszym punktem był kościół St. Mary Redcliff. Zostaliśmy mile zaskoczeni ulotką w języku polskim. Piękny kościół z XIII–XV wieku. Znajduje się tam chaotyczne wahadło, które zostało skonstruowane jako część projektu "Podróż do nauki" M. Redcliff. 





Byliśmy również w Castle Park, gdzie znajdują się ruiny kościoła St Mary-le-Port.



 


W okolicy jest wielkie centrum handlowe, które my omijaliśmy wielkim łukiem. Szkoda czasu na zakupy jak tyle jest do zwiedzania. Zaopatrzyliśmy się tam tylko w kawusię i kierowaliśmy się już do hotelu, gdzie pozostaliśmy do następnego dnia. Dzień był długi i trzeba było zbierać siły na piesze wycieczki :) 

c.d.n.

Pozdrawiam

Powrót

Wróciliśmy... Jestem padnięta. To były bardzo intensywne cztery dni. Pierwsze trzy spędziliśmy w Bristolu, a wczoraj pojechaliśmy na kilka godzin do Bath. Fizycznie czuję się jakby ktoś lub coś po mnie przejechało, ale za to psychicznie jestem wypoczęta, a już od dawna tak się nie czułam. Będą zdjęcia z wyprawy, będzie relacja, tylko muszę sobie to wszystko rozplanować w głowie, bo jest tego dużo i mnóstwo zdjęć (ok. 1000). Jednego czego mi/nam zabrakło to słońca. Przez wszystkie te dni niebo było pokryte warstwą chmur, jednego dnia bardziej drugiego mniej. Niestety na zdjęciach to widać, pogoda tym razem nie czytała w moich myślach i powiedziała, że nie będzie tak jak chcę. Dobrze, że nie padało i mogliśmy chodzić ile nam się podoba.

niedziela, 21 października 2012

Jutro

Jutro wyruszamy w podróż planowaną od dawna... Podróż rocznicową... Bo to przecież już dwa lata mijają jak to 23 października przyrzekałam miłość i wierność pewnemu mężczyźnie. Mężczyźnie, który był i jest moim przyjacielem, moją podporą w ciężkich chwilach. To on wyciera łzy i jednocześnie rozśmiesza, kiedy tego potrzebuję. Czas bardzo szybko mija, nawet nie wiem kiedy to minęło, a co dopiero następne lata... Każda z Was to wie i myślicie zapewne "zobaczysz jak Ci minie szybko kolejne dziesięć" :)
Oby pogoda się utrzymała :) 
Relacja po powrocie oczywiście :)
Trzymajcie się cieplutko :)

sobota, 6 października 2012

Kulinarnie

W sobotę tydzień temu, tak jak zamierzałam, zrobiłam risotto z łososiem i groszkiem. Przepis znalazłam tutaj. Monia, przepis doskonały :) Zachwyty mojego męża tylko zachęcają do dalszej pracy nad tym daniem, jak on to powiedział i ja się do tego przyłączam PYSZNE :)



W poniedziałek i wtorek były placki ziemniaczane. Gdzieś kiedyś w jakieś gazecie widziałam placki z cukinii, ale nie miałam wszystkich składników, więc obrałam dwa ziemniaki i je starłam i do tego dodałam dwie nieduże cukinie starte na grubych oczkach (ze skórą), do tego jajko, mąka i troszkę więcej soli i pieprzu, ale nie za dużo :) Można dodać również zioła prowansalskie. Są smaczne i jaśniejsze niż zwykłe. Polecam również dodanie startej marchewki (zamiast cukinii), ale tutaj ilość zależy od uznania czy ktoś tą marchewkę lubi czy nie :) Obie wersje polecam :)










We wtorek wieczorem na szybko, aby mężulek miał co wziąć do pracy, zrobiłam sałatkę.

SAŁATKA RYŻOWA - WYMYŚLUNEK MOJEJ MAMY

2 torebki ugotowanego i chłodnego ryżu
1 puszka kukurydzy
słoiczek pieczarek marynowanych
słoiczek ogórków konserwowych
słoik papryki konserwowej lub świeżej
puszka ananasa
wędzona noga z kurczaka
2 lub 3jajka na twardo
majonez


 Przepis ten jest w mojej rodzinie od dawna, powstał z chęci na szybką sałatkę i z tego co akurat było. Jest ona szybka i smaczna. Często ryż jest zamieniany na makaron w kształcie ryżu, którego niestety tutaj nie mogę znaleźć. 
Wracając do sałatki, ryż gotujemy tak aby był sypki, a następnie studzimy. Kukurydzę odcedzamy z wody, pieczarki kroimy na ćwiartki (ja znalazłam je w Tesco na półce z polską żywnością), ogórki kroimy w kostkę, to samo robimy z papryką i jajkiem. Jeśli mamy ananasa w kawałkach, to można je jeszcze przekroić na pół, bo dla niektórych mogą być one za duże. Jajka obieramy i kroimy. Mięso z kurczaka kroimy na kawałki. Gdy ryż jest już chłodny, wszystko ze sobą mieszamy dodając majonez.
Życzę smacznego :)



Ps. Post wklejam z kilkudniowym opóźnieniem, za co przepraszam.  Nawet nie wiem kiedy i gdzie te dni tak uciekają, przelewają się przez palce jak woda.

Pozdrawiam Was serdecznie i ciepło :)

sobota, 22 września 2012

Jeżynowo

Dziś mieliśmy piękny dzień. Od rana chodziłam z wielkim uśmiechem, i jak mała dziewczynka kochałam cały świat, a to za kotkę, która czasem odwiedza nasze podwórko (dziś jak wychodziliśmy to przybiegła na pieszczoty), a to za pieska, za piękne czyste niebo, za słońce, które razi w oczy. Uwielbiam takie dni, kiedy to miłość do wszystkich i do wszystkiego aż się ze mnie wylewa, wtedy to nie widzę, że coś jest złe, że czegoś nie lubię, zapominam o tym, nie ma ludzi, którzy psują mój dzień. Wtedy chcę się tylko dzielić swoją radością z innymi, nawet jeśli to ma być tylko malutkie stworzonko. 
Do tego jeszcze dołączyła dziś wyprawa na jeżyny, którą planowaliśmy już od dawna, czekaliśmy aż owoce dojrzeją. Po części się udało. Nie nazbieraliśmy zbyt wiele, dużo owoców było jeszcze niedojrzałych, a z tego co udało nam się znaleźć wyszły tylko dwa nieduże słoiczki. Ale wiem za to, że zimą na pewno się przydadzą. A kiedy otworzymy jeden z tych słoików miło będzie powspominać ile to się naszukaliśmy i jak się pokuliliśmy zbierając je.
Mam nadzieję, że Wy również spędziliście przyjemnie ten dzień :)

poniedziałek, 10 września 2012

Avebury w hrabstwie Wiltshire

W poprzednim tygodniu u nas w Devonie była piękna pogoda, więc zaczęliśmy zastanawiać się gdzie by tutaj spędzić weekend jeśli nadal będzie tak ciepło. W piątek było już postanowione: Jedziemy na kamienne kręgi :) Avebury już od dawna było miejscem, które mój Dawid chciał zobaczyć i sprawdzić czy jest tak magiczne jak ludzie opowiadają.
Sobota rano.
D. wstał już przede mną, pół godziny przed budzikiem. W google po raz kolejny sprawdziliśmy trasę dojazdu, aby tym razem się nie zgubić (zgubiliśmy się, bo znaki znajdowały się w krzakach), do tego szybki prysznic, przygotowanie kanapek, termosów z kawą i herbatą, i tak o 6.46 wyruszyliśmy w podróż. Na miejscu byliśmy o godzinie 10 z minutami. Avebury powitało nas piękną pogodą, choć po drodze nie obyło się bez gęstych mgieł i mżawki.




Z samochodu udało nam się wypatrzeć wapiennego konia.





Wypatrzyliśmy również pozostałości po kręgach w zbożu.





Przed ścięciem wzór wyglądał tak:


Źródło:http://translate.google.com/translate?hl=pl&langpair=en|pl&u=http://www.cropcircleconnector.com/2012/2012.html





Silbury Hill


W drodze powrotnej udało nam się wypatrzeć kolejnego konika i kolejny zbożowy krąg. Tym razem rolnicy pozostawili go w całości.




A oto jak on wyglądał z wysoka:


Źródło:http://translate.google.com/translate?hl=pl&langpair=en|pl&u=http://www.cropcircleconnector.com/2012/2012.html


Miło zobaczyć coś, o czym słyszy się lub widzi w internecie. Widok takiego wzoru na takiej powierzchni, gdzie wszystko wykonane jest z precyzją robi na mnie duże wrażenie, i nie ma znaczenia kto był wykonawcą.